Nie wyniosłam pasji do gotowania z domu, nie gotuję od dziecka… Można powiedzieć, że zmusiła mnie do tego sytuacja, metryka, akt małżeństwa i akt urodzenia mojego syna!

Mąż lubi jeść, syn poszedł zdecydowanie w Jego ślady, a ja jako typowa kobieta musiałam sobie z tym poradzić. Krok po kroku zaczęłam się przymierzać do kuchennego blatu. Nie było źle, było… dość zabawnie. Ciasto pizzy wysokością równało się z chlebem, ziemniaki w zupie znikły, a grochówka stawała się z każdą minutą bardziej gęsta, aż nie można jej było nazwać zupą. Wszyscy przeżyliśmy trudne początki, a potem było już coraz lepiej. Kulinarne wypadki i wpadki przytrafiały się rzadziej, co nie oznacza, że już ich nie ma…

Podsumowując, jestem idealnym przykładem tego, że nie trzeba urodzić się z patelnią i mikserem w ręku, by potrafić przygotować coś fajnego. Mój sekret: zawsze w gotowanie wkładam serducho, myśląc o tych, dla których to robię ♥ Wam radzę to samo! Każdy przepis uzupełnijcie następującymi składnikami: miłość i serducho, będzie pysznie! ♥

 SONY DSC